Zobacz pełne zdjęcia w galerii.
Polsko-Egipska Misja Skalna w poszukiwaniu grobowca arcykapłana Amona i zarazem króla Herhora (XXI dyn. tj. ok.1080 r. p.n.e).
Październik - Listopad

Godzina 6.00 rano. Dolina Deir-el Bahari, zachodni brzeg Nilu, serce starożytnych Teb na wysokości Luksoru.
Idziemy na stanowisko.
Codziennie o tej porze przemierzamy drogę z Metropolitan House, w którym mieszkamy, do naszego miejsca wykopalisk w skałach na wysokości ok. 100 m nad świątynią królowej Hatszepsut.
Misji przewodniczy profesor Andrzej Niwiński.
Nieporuszony, nieskażony poranek i niezmącona żadnymi odgłosami cisza.
Słońce dopiero wschodzi.
Jeszcze można iść, jeszcze nie ma takiego upału.
Jest dopiero 21 st. C, później czeka nas 50 st. C. Tam wysoko, na skałach trudno o cień i odpoczynek.

Przechodzimy przez świątynię Hatszepsut. To nasza codzienna trasa.

Pokonujemy tarasy świątyni.

Potem czeka nas wspinaczka po skałach, drabinach i linach.
U góry, na stanowisku są już pierwsi egipscy robotnicy. Rozbijają i usuwają skały.
Szukamy wejścia do grobowca.

Jesteśmy na miejscu.
Warto było się wspinać. Zawsze warto.
Widok zapiera dech w piersiach.

Robotnicy witają nas bladym świtem.
Będą pracować tylko do godziny 13.00. PóĄniej upał jest nie do wytrzymania nawet dla nich, dla Egipcjan.
Bardzo ciężko pracują i to w dodatku podczas ramadanu. Bez jedzenia i picia.
Na pierwszy posiłek-yftar, udadzą się dopiero po zachodzie słońca.
Jeden z robotników zasłabł.
Wlewamy mu do gardła wodę siłą. Jego religia zabrania mu podczas ramadanu, pić przed zachodem słońca.
Ktoś skaleczył stopę.
Kilku robotników jest bez butów. Profesor zabrania im przychodzić boso do pracy.
Nie zawsze słuchają.
Mają swoje przyzwyczajenia.

Rozbijają kamienie i przenoszą je w inne miejsce.
Biały pył wdziera się wszędzie. Szczypie w oczy i osadza się w gardle.
Może pod tym głazem jest ukryte wejście do grobowca króla Herhora?
To kolejny sezon Misji.
Nadzieja rośnie wraz z każdym uderzeniem kilofa...

Trzynastu robotników pracuje po siedem, a czasem po dziewięć godzin dziennie.
Usuwają w tydzień 50 ton kamieni.
Jedynym dniem odpoczynku jest piątek-muzułmańskie święto religijne.

Każdy dzień zmienia układ skał.
Podkopujemy się coraz głębiej, z coraz większą nadzieją i entuzjazmem.

Dokonujemy z profesorem pomiarów.
Trzeba udokumentować istnienie starożytnego 'prapagórka'.

Podpieramy skały stemplami.
Trzask drewnianych belek będzie znakiem, żeby natychmiast uciekać, bo głaz się osuwa.
Napięcie rośnie.

Po kilku tygodniach "kopania" można już wejść pod głaz i zobaczyć co tam jest...

Jeszcze więcej podpór.
Coraz niebezpieczniej.
Trzeba bardzo uważać.

W środku. Pod głazem.

W wolnych chwilach spacerujemy po naszej ulubionej dolinie Deir- el Bahari.
Napawamy się niesamowitym krajobrazem i zwiedzamy grobowce dostojników.

Jest tu ich aż 900 !

Czasami przyglądamy się szybom innych grobowców i wyobrażamy sobie ten, którego szukamy - grobowiec arcykapłana Amona i króla Herhora - XXI dyn.

Trzeba uważać żeby profesor nie wpadł do środka szybu podczas mierzenia.
Grzegorz robi co może.
Ale czy taki cienki przewód utrzyma profesora?

Wspinamy się też ponad nasze stanowisko, na "oślą ścieżkę" - grań oddzielającą dolinę Deir - el Bahari od Doliny Królów.

Jeszcze wyżej. Jeszcze wspanialszy widok.

Schodzimy z drugiej strony świątyni Hatszepsut.

Słońce chyli się ku zachodowi.
Jest godzina 16.50.

Czasami wybieramy trochę bardziej niebezpieczne trasy.
Trzeba uważać żeby nie spaść na świątynię Mentuhotepa.

A to jest Metropolitan House - amerykański dom z 1912 r. pamiętający czasy Winlocka, w którym mieszkamy.
Z tego domu do świątyni Hatszepsut mamy około 400 m.

I już niestety koniec tego sezonu.
W przyszłym roku profesor będzie znowu starał się o koncesję u Egipskiej Rady Najwyższej do spraw Zabytków.

Pora się pożegnać.

Do zobaczenia Egipcie !